Drukuj
Odsłony: 73
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

24 lipca, około godziny 17 na lotnisku Aeroklubu Warszawskiego wylądował samolot An2, którym polska załoga wykonała trudny (mimo wszystko) rajd Warszawa - Tokio i z powrotem, śladem wyczynu Bolesława Orlińskiego z 1926r, za który to lot Cesarz Japonii odznaczył naszego bohatera najwyższym orderem tego kraju - Medalem Wschodzącego Słońca. W okresie międzywojennym takie loty można porównać, pod względem trudności i ryzyka, z dzisiejszymi lotami kosmicznymi a dokonał go przedstawiciel Polski w kilka lat po odrodzeniu kraju z ponad wiekowej niewoli, wyniszczonego I wojną światową i innymi konfliktami. Powrót Orlińskiego i Kubiaka z tego rajdu był wielkim, narodowym świętem i patriotyczną manifestacją, która zgromadziła tysiące ludzi.

DSC_3444.jpgDSC_3445.jpgDSC_3458.jpgDSC_3459.jpgDSC_3482.jpgDSC_3494.jpgDSC_3498.jpgDSC_3502.jpgDSC_3526.jpgDSC_3534.jpgP1020892.jpgP1020895.jpgP1020900.jpgP1020923.jpgP1020935.jpgP1030004.jpgzDSC_3594.jpg
W związku z rocznicą tego wydarzenia grupa entuzjastów lotnictwa, za prywatne środki zakupiła samolot, wyremontowała go i sfinansowała lot śladem Orlińskiego i Kubiaka. Wystartowali z Warszawy w ostatnich dniach maja 2019r, wczoraj, 24.07.209r, powrócili do Warszawy. Mimo, że nie udało im się wylądować na lotnisku w Japonii, to dolecieli i znaleźli się w przestrzeni powietrznej tego kraju. Zawiniła pogoda i bezduszne procedury biurokratyczne. Wrócili do Warszawy po bardzo trudnym, wyczerpującym locie i co? I nic. Jakby nic się nie wydarzyło. Na macierzystym lotnisku witała ich mała grupka entuzjastów lotnictwa (w tym członkowie Stowarzyszenia Lotników Polskich) i przypadkowych ludzi. Nie było żadnego, choćby najbardziej podrzędnego dziennikarza, żadnej kamery z jakiejkolwiek telewizji, żadnego urzędnika czy polityka, nawet z miejscowego samorządu. Nic, zupełnie nic, a przecież był to naprawdę trudny lot, propagujący Polskę w odległych zakątkach Rosji i wschodniej Azji. Dzisiaj we wszystkich programach telewizyjnych głównym "newsem" jest to, że jakiś Francuz (chyba) na dziwnym urządzeniu usiłował (bez powodzenia) "przeskoczyć" Kanał La Manche i wpadł do wody a Lesznie ktoś komuś dał w mordę. O wyczynie polskich lotników ani słowa mimo, że na kilka godzin przed lądowaniem An-a w Warszawie jeden z naszych kolegów "obdzwonił" większość telewizji. Nadrabiamy to i publikujemy fotoreportaż z tego wydarzenia.

Stanisław Sumera


AdmirorGallery 5.2.0, author/s Vasiljevski & Kekeljevic.