Advertisement

Lotnicy na pomoc powstańczej Warszawie

     W czasie Powstania Warszawskiego pomoc walczącym oddziałom Armii Krajowej niosła  polska 1586 Eskadra Specjalnego Przeznaczenia wraz z lotnikami alianckimi , których samoloty startowały z baz położonych w południowych   Włoszech. Do pokonania było około 1500 kilometrów, a w obie strony około 3 tysięcy kilometrów   nad obszarami zajętymi przez Niemców.

Rosjanie aż do 18 sierpnia nie zgadzali się na lądowanie alianckich samolotów dla uzupełnienia paliwa na zajętych przez siebie terenach po drugiej stronie Wisły.  Używane samoloty bombowe dalekiego zasięgu : B-24 Liberator, Halifax, Boeing B-17 Latająca Forteca narażone były na ostrzał artylerii przeciwlotniczej i ataki nocnych myśliwców. Lot trwał od 10 do 12  godzin. W metalowych zasobnikach na spadochronach zrzucano broń , amunicję, lekarstwa, żywność i odzież. Wiele trudności nastręczało pilotom odnalezienie celu zrzutu. Przeszkadzał w tym silny ostrzał i dym z płonących budynków. Niemcy nieustannie poszukiwali samolotów przy użyciu reflektorów.

Z pomocą dla powstańców przylatywał między innymi świętej pamięci major Antoni Tomiczek -pilot Halifaxa z 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia RAF:

 

„Jak już dolatywaliśmy do Warszawy  to reflektory szukały. Białe reflektory wysoko i niebieskie nisko. Bombardier mówi do mnie :Tosiek widzisz przed nami jest taka luka…

A to Niemcy tak specjalnie wygasili reflektory z przodu, bo czekali , że my w tę lukę  wlecimy. I faktycznie tak było.  Jak wleciałem w tę lukę , to chwilę przedtem te reflektory zaświeciły prosto mi w oczy i zaraz szły serie z szybkostrzelnych działek Oerlikonów, różance pocisków. Ja momentalnie położyłem samolot o 90 stopni  i ściągnąłem samolot na siebie. Przy tym położeniu on stracił nośność i zwalił się na dół. Ja ścisnąłem ster , żeby samolot wyciągnąć , a ster latał, w ogóle nie reagował to ja wrąbałem wszystkie  silniki na  full power na pełny gaz , no i oddałem ster …. I patrzę, że ta obsługa tego działka Oerlikon wyskakuje, żeby uciekać , bo to takimi workami było obłożone to działko. Zobaczyłem, że oni uciekają, bo widzą, że się na nich walę. Nad samą ziemią pociągnąłem ster i maszyna, która szła już tak pionowo na dół,  na pełnej mocy silników nabrała szybkości  i wyskoczyła w górę. No, jakieś 300 metrów musiałem mieć do ziemi ,  bo inaczej to bym nie wyciągnął”.

Oto jak dramatyczne chwile nad Warszawą wspominał nieżyjący już Georg Robert Adams z angielskiego 178 Dywizjonu Bombowego.

„Miasto było w ogniu, bardzo dużo dymu. Niestety większość tych punktów zrzutów była w miejscach , gdzie toczyła się walka czyli trzeba było zrzucać w bardzo trudnych warunkach. Jedną z zasad było lecieć nad Wisłą do Cytadeli, skręcić ostro na zachód i wtedy tam wypatrywać znaków na ziemi do dokonania zrzutów. To było bardzo trudne z uwagi na ten dym, widoczność była bardzo ograniczona. Miejsce zrzutów było oznaczone krzyżem ze świateł i musieliśmy lecieć wzdłuż długiego ramienia krzyża, aby dokonać zrzutu. Musieliśmy lecieć bardzo nisko  – 300 stóp czyli  150 metrów. Byliśmy więc bardzo łatwym celem dla Niemców , którzy do nas strzelali . Chwała Bogu , że mogli strzelać tylko wtedy, gdy mieli skierowane na nas światła reflektorów. I muszę przyznać, że nasi strzelcy byli tak dobrzy, że rozwalali te światła. Dzięki temu ocaleliśmy. Najtrudniejszy był moment podejścia do zrzutu. Trafiono dwa samoloty lecące obok nas, tak że części jednego z nich trafiły w nasz samolot. Ale ich tragedia odwróciła uwagę obrony przeciwlotniczej od nas i dzięki temu udało nam się przemknąć”.  

Handley Page „Halifax”, który latem 1944 roku stanowił podstawowe wyposażenie 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia

W pomoc powstańczej Warszawie zaangażowani byli lotnicy kilku narodowości. Przede wszystkim Polacy z 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia ( utworzonej z 301 polskiego Dywizjonu Bombowego), podległego brytyjskiemu 138 Dywizjonowi RAF 334 Skrzydła Specjalnego Przeznaczenia RAF. Ze zrzutami dla powstańców latali też Anglicy z RAF, lotnicy z Południowoafrykańskich, Kanadyjskich, Amerykańskich i Australijskich Sił Powietrznych. Loty z południowych Włoch rozpoczęły się z nocy z 4 na 5 sierpnia, kiedy to dokonano pierwszych zrzutów na teren zajętej przez powstańców Woli. Ostatnie zrzuty na wyznaczone punkty w granicach Warszawy miały miejsce w nocy z 13 na 14 września, a potem zasobniki wylądowały jeszcze w nocy z 21 na 22 w Puszczy Kampinoskiej.
18 września zorganizowano największą i jedyną dzienną aliancką wyprawę nad stolicę złożoną ze 107 bombowców B-17 dowodzonych przez pułkownika Karla Truesdella z 8 Armii Powietrznej USAAF. Zrzucono wówczas 1250 zasobników, ale tylko 288 przejęli powstańcy. Amerykańskie samoloty wracające znad stolicy wylądowały pod Połtawą, ale po tej akcji Stalin ponownie zabronił takiego rozwiązania ułatwiającego niesienie pomocy Warszawie.
Ze względu na ponoszone straty pomoc lotnicza dla Warszawy była kilkakrotnie przerywana. Sceptycznie odnosił się do niej generał John Slessor ( późniejszy marszałek) – szef sztabu RAF rejonów : śródziemnomorskiego i bliskowschodniego. Dostawy wznawiano po usilnych staraniach podejmowanych przez Polaków przedstawicieli rządu i wojska i wywieraniu nacisku między innymi na Winstona Churchilla .

Amerykańskie bombowce po zakończeniu operacji Frantic 7, 1944 r

W ramach wsparcia udzielonego powstańcom warszawskim samoloty alianckie zrzuciły około 200 ton zaopatrzenia, szacuje się , że powstańcy przejęli z tego od 60 do 90 ton. Pomoc dla Warszawy została okupiona dużymi stratami. Zginęło 147 lotników, wśród nich 59 z Polskich Sił Powietrznych. Utracono 30maszyn, w tym 11 polskich.
Zrzutów dla Warszawy dokonywało też lotnictwo sowieckie ( 2 Dywizja Lotnictwa Bombowego) oraz polski 2 Pułk Bombowców Nocnych „Kraków”. Wsparcie było udzielane we wrześniu. Latano na samolotach dwupłatowych P0-2. Zasobniki, a raczej worki z bronią, amunicją i żywnością nie były wyposażone w spadochrony, dlatego dochodziło do uszkodzeń zarówno sprzętu jak i produktów spożywczych .

Żołnierze Zgrupowania AK „Krybar” z granatnikami PIAT pochodzącymi z alianckich zrzutów. Ulica Tamka, około 14 sierpnia

Pomoc lotnicza niesiona powstańczej Warszawie była liczącym się wsparciem dla walczących oddziałów, choć z pewnością okazała się nie wystarczająca i spóźniona. Gdyby zrzuty w większej skali nastąpiły wówczas, kiedy powstańcy zajmowali duże obszary stolicy na pewno byłaby bardziej skuteczna. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić efektywną walkę z niemieckimi czołgami i wozami pancernymi bez, nawet tej ograniczonej liczby zrzutowych : piatów, grantów wypełnionych plastikiem czyli słynnych gammonów. Równie niezbędna okazywała się pochodząca „z nieba” broń w postaci stenów czy thomsonów. Ta pomoc przedłużyła Powstanie, może do czasu, gdy Niemcy zgodzili się na przyznanie powstańcom praw kombatanckich. I była to zasługa lotników kilku narodowości z Polakami na czele. Ich bohaterstwu zawdzięczać należy nie tylko materialną pomoc dla Powstania ale też wzmocnienie morale powstańców, dla których pomoc z nieba stanowiła dowód na to, że świat nie zapomniał o prowadzonej przez nich walce.


Cyt. Wspomnienia lotników pochodzą z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego
Zdj. domena publiczna


Opr. Dariusz Kwiatkowski