13 kwietnia br. w Warszawie odbyło się spotkanie związane z obchodami 127. rocznicy urodzin pułkownika Bolesława Orlińskiego. Jego uczestnicy złożyli wieńce pod tablicą umieszczoną na budynku przy ulicy Racławickiej 94, w którym mieszkał przed wojną Orliński. Wybudował go na działce, którą otrzymał od miasta stołecznego Warszawy.
W ten sposób uhonorowano jego wyczyn jakim był brawurowy przelot wraz ze starszym sierżantem mechanikiem Leonardem Kubiakiem na trasie Warszawa-Tokio-Warszawa.
W tym roku świętujemy 100. rocznicę tego wydarzenia. Pokonali wówczas ponad 22 tysiące kilometrów lecąc zmodyfikowanym, seryjnie produkowanym francuskim samolotem Breguet XIX. Był to dwupłatowiec wyposażony w silnik Lorraine-Dietrich o mocy 450 KM.
Lecieli w otwartej kabinie z owiewką, nie chroniącą od deszczu. Nie mieli radia i uważanych dziś za niezbędne przyrządów nawigacyjnych. Posługiwali się tylko mapą i busolą.
Wyczyn ten spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem w kraju i za granicą.
Po wylądowaniu 5 września 1926 roku w Tokio polscy awiatorzy zostali odznaczeni Złotymi Medalami Cesarskiego Towarzystwa Lotniczego. Bankiet na cześć Polaków wydało japońskie Ministerstwo Wojny. Zgromadził on wielu wybitnych przedstawicieli świata politycznego i gospodarczego. W drodze powrotnej do kraju musieli pokonać bardzo wiele trudności. Ostatnich kilka tysięcy kilometrów lecieli z obciętym w dużej części dolnym lewym skrzydłem i mocno uszkodzonym, w następstwie utraty oleju, silnikiem.
Porucznik pilot Bolesław Orliński (awansowany po przelocie do stopnia kapitana) i mechanik starszy sierżant Leonard Kubiak powrócili do Polski 25 września. Na Polach Mokotowskich, gdzie wylądowali witał ich tłum rodaków.
Po wybuchu wojny Bolesław Orliński przedostał się na Zachód Europy. Mimo zaawansowanego wieku walczył w Polskich Siłach Powietrznych jako dowódca (w stopniu majora, brytyjskiego Wing commandera) 305 Dywizjonu Bombowego. Latał na dwusilnikowym samolocie myśliwsko-bombowym De Havilland Mosquito. Po wojnie pozostał na emigracji. Zmarł w Toronto w Kanadzie po pobycie w domu spokojnej starości jako człowiek schorowany i samotny. Śmierć nastąpiła w wyniku urazów jakich doznał po upadku.
Przez lata był postacią zapomnianą przez rodaków, mimo, że tak wiele uczynił dla rozsławienia polskich skrzydeł.
W poniedziałkowym spotkaniu wzięli udział przedstawiciele Sił Powietrznych, stowarzyszeń lotniczych, Ambasady Japonii oraz mieszkańcy Warszawy. Stowarzyszenie Lotników Polskich reprezentował Dariusz Kwiatkowski.
Attache Obrony Ambasady Japonii pułkownik Kagami Mamoru o wyczynie Bolesława Orlińskiego: „Myślę, że ten lot Warszawa-Tokio-Warszawa był bardzo ważnym pierwszym krokiem w rozwijaniu relacji między Japonią, a Polską. Ten lot, który w tamtych czasach był niesamowity, niebywały”. Natomiast Dagmara Dulęba z Oddziału Warszawsko-Mazowieckiego Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego powiedziała: „Pułkownik Bolesław Orliński to wyjątkowa postać. Był zakochany w lotnictwie od dzieciństwa. Sam latał, ale też pomagał innym dostać się do lotnictwa, pielęgnować też pamięć o lotnictwie i zdobywać o nim wiedzę. Człowiek, który bez lotnictwa nie wyobrażał sobie życia czego dowiódł w czasach II wojny światowej, kiedy już w wieku sędziwym jak na lotnika, bo powyżej 40 lat został przyjęty do 305 Dywizjonu Bombowego i jako jego dowódca latał na dwusilnikowych samolotach Mosquito”.
Tekst i zdjęcia: Dariusz Kwiatkowski























